Ale miałam dziś niespodziankę. Przed 9.00 listonosz przyniósł mi pudło od Anity. I nie pokarzę Wam wszystkiego, dziś tylko wiewórkowa poduszka.
Kiedy byłam mała i z dziadkami chodziłam karmić wiewiórki w Parku Zdrojwowym w Kudowie, mówiłam na nie "wiórki" i ponoć bardzo za nimi szalałam, co jak widać mi zostało. Poza tym obstawiam squirrele jako kolejny hicior po sowach i wszystkich rogatych :)
JA JUŻ SWOJĄ MAM!
Jak miód na serce i niczym najmocniejszy środek przeciwbólowy w moich naprawdę ciężkich dniach...
Czyż ona nie jest piękna? Mięciutka, milutka, świetnie wykończona.
Jak wspomniałam to nie jedyna rzecz jaką wyciągnęłam z wielkiego pudła. Resztę pokarzę w ciągu tygodnia. I tak sobie pomyślałam o tym jak genialne, oryginalne i unikatowe rzeczy wędrują w świat :)
Takie rzeczy warto mieć!
Wiórkę można polubić też na FB
I jeszcze mega super kapcio-szkarpetki :)
Pasują jak ulał!